Parę tygodni temu, gdzieś pomiędzy wyprawą na koniach a podróżą na Gobi, pojechaliśmy na miejscowy festyn na prowincji. Byliśmy w środkowej Mongolii, w okolicach Kharkhorin i właściwie przez przypadek dowiedzieliśmy się, że w weekend, dwadzieścia km od miejsca gdzie mieszkamy, odbędzie się festiwal Naadam dla mieszkańców lokalnych wiosek. Zorganizowaliśmy transport i pojechaliśmy:)

Naadam jest największym świętem w Mongolii, w stolicy obchodzonym co roku 11-13 lipca (11. to Święto Niepodległości), a na prowincji w różnym czasie, w lipcu lub sierpniu. Bywa, że Naadam odbywa się lokalnie rzadziej, jak np w wiosce Chandmani na zachodzie kraju, niedaleko której teraz jesteśmy – raz na trzy lata.

W Ułan Bator organizowany jest zawsze z wielką pompą, paradami, pokazami, koncertami i wielkim komercyjnym wow. Plusem największego najazdu turystów w tym okresie było to, że w sklepach mogliśmy bez problemu kupić pyszny chleb (z Rosji) i pomidory (z Chin). Więcej plusów nie było:)

Naadam wiejski ma zupełnie inny klimat. Cały show rozkłada się na kilka kilometrów kwadratowych pól i wzgórz, na które od rana przybywają mieszkańcy okolicznych wiosek. Organizowane są specjalne podwózki autobusem z miasta, a Ci którzy mogą, wskakują po prostu na swojego rumaka i pędzą tu z wiatrem.
W stolicy wszystko kręci się wokół stadionu, a na sportowe pokazy stadionowe sprzedawane są regularne bilety. Na wsi zaś wszystko dostępne jest dla ludu na otwartym polu.

Ludzie jedzą, bawią się, oglądają zawody – takie dwudniowe wesołe miasteczko z wielkim żarciem i elementem sportu. Wokół zaś biegają świstaki, a z góry cały ten zgiełk, ze świstakami włącznie, obserwują jastrzębie.

W czasie dwóch dni festiwalu pożerane są niesamowite ilości baranów w postaci wszechobecnych huszuurów, czyli smażonych na głębokim tłuszczu placków z mięsem, zup z barana, nuddli z baranem, baranich flaków wypełnionych… baranem, sałatek ziemniaczanych, z baranem rzecz jasna.
Niestety nieszczęsne barany stoją obok czekając na śmierć i nieruchomo patrzą na rzeź swoich braci wystających z garnków.
Tylko herbata jest bez barana, za to słona i tłusta. I kumys, czyli sfermentowane mleko klaczy, pity w ilościach hurtowych. Podobno, żeby zrobić najlepszy kumys, trzeba codziennie zamieszać mleko tysiąc razy. Zwykle więc stoi w wiadrze lub beczce w widocznym miejscu jurty i wszyscy przychodzący przy okazji mieszają mleko. Kiedy jest gotowy, wie to zapewne każdy Mongoł, na co dzień koneser tego boskiego napoju.

W czasie każdego Naadamu odbywają się zawody w trzech głównych konkurencjach – jeździe konnej, łucznictwie i zapasach, a w ramach każdej z nich jest jeszcze kilka różnych kategorii. Na przykład wyścigi konne są na dystansach od 2 do 30 km i z tego co się zorientowaliśmy w różnych grupach wiekowych. Jeżdżą nawet kilkuletnie dzieci, które często szybciej uczą się ujeżdżać konia niż chodzić.