Mam niezłe wieści – dotarliśmy do Irkucka:) W sumie z 3-godzinną przesiadką w Moskwie podróż zajęła 110 godzin. To prawie tydzień wyglądania przez okno, gier w słówka, zalewania zupek z samowara i spacerów po rosyjskich peronach (z włączeniem 20-minutowych wycieczek z serii „widoki z dworca”). Miało być długo i… było! Ale nic tak nie daje poczucia zmieniającego się czasu i przestrzeni, jak jazda pociągiem!
Od wczoraj w miarę skutecznie próbujemy dołączyć do tutejszej rzeczywistości, choć powolny przejazd przez kilka stref czasowych sprawił, ze przez kilka dni żyliśmy poza czasem. W głowie jeszcze pozostawał śladowo czas polski, w pociągu i na dworcach na całej trasie – moskiewski, a nowi pasażerowie którzy wsiadali na kolejnych stacjach, wnosili na pokład (oprócz dodatkowego dwutlenku węgla i zapachów własnych) swój czas, który niejako w miarę toczenia się kół, stawał się czasem wspólnym, dzielonym z czasem moskiewskim i polskim. Jeszcze nigdy odpowiedź na pytanie „Która godzina”, nie była tak trudna.
O, a tu właśnie się okazało, że jak tylko zdecydowałam się coś napisać, natychmiast i bez uprzedzenia zrobiła się 1:02 w nocy i idę spać w ramach szlifowania równowagi między syberyjskim dniem i nocą. Mam nadzieję jutro się uaktywnić!

PS – nadal mamy wrażenie, że wyjechaliśmy na 3 tygodnie, ale to minie, pewnie najpóźniej po trzech tygodniach.